Edyta Boradyn - o mnie

Kiedy firma, którą chciałam założyć, nawet nie wystartowała, mój związek nie był pełnią szczęścia, czułam się nikim, a na hasła typu „pokochaj siebie” reagowałam albo rozpaczą, albo niechęcią – zorientowałam się, że nie tylko z  moim życiem było coś  nie tak.

Ze mną było coś nie tak.

Z moim myśleniem było coś nie tak.

Nie myślałam jak bogata kobieta.

Nie myślałam jak dbająca o siebie  i kochająca siebie kobieta.

Nie myślałam jak szczęśliwa kobieta.

Wołałam w swojej głowie  „ co jest ze mną nie tak??” „dlaczego mi się nie udaje?” „ przecież miałam piątkę z polskiego na maturze”

Ale kiedy zadawałam takie pytania i wysyłałam je gdzieś wyżej, w eter,  zaczęły przychodzić  odpowiedzi.

Zaczęli przychodzić  ludzie, którzy pokazali mi, o co chodzi w tym wszystkim.

Mieli klucz.

Klucz do mojego umysłu.

Otwierały mi się tym kluczem kolejne klapki w głowie.

To były moje własne przekonania.

 Moje schematy myślowe. Moje strachy. Moje emocje. Moje przywiązania.

Myślałam kiedyś, że przekonań trzeba bronić jak lew. Że charakter „ to już się taki ma”. Że nie można się zmienić, bo się będzie kimś innym.

Ale dzięki kluczowi udawało się zmienić wszystko.

U mnie.

I u kogoś.

Uczyłam się tego klucza pilnie i dokładnie, by moje sesje przynosiły ludziom ulgę, wolność, zdrowie i dobrostan.

Testowałam na sobie moje własne nowe pomysły i rozwiązania, by zwiększyć skuteczność, szybkość i komfort pracy z klientami.

Przepracowałam swoje własne ograniczenia i opory, by jednak pójść za moim przeznaczeniem i zapalać światło  w  ludzkich sercach i duszach.

Dlatego wiem, jak to jest się zmieniać.

Jak to jest w ogóle otworzyć się na zmiany.

Rozumiem, że ludzie na ogół nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ich myślenie, i to w dodatku podświadome, kieruje ich reakcjami, wyborami, zachowaniami.

I rozumiem osoby, którym trudno się zdecydować na poddanie się terapiom niekonwencjonalnym.

Niemniej zawierzyłam im własną przemianę i obserwowałam, jak szybko odpadają ode mnie dawne strachy, jak radzę sobie w życiu coraz lepiej  i jak przez to więcej mogę zrobić, o niebo lepiej się czuję i  nieomal nie jestem w stanie się czymś martwić.

Jestem wdzięczna po dziś dzień wspaniałej nauczycielce Mariannie Bartke za przywiezienie do Polski metody ThetaHealing®.

Cudownej i anielskiej Ani Kubicy za Matrycę Energetyczną i dwupunkt.

Jonette Crowley i Kasi Gwiazdowskiej za Soul Body Fusion ®

(Kasia uczyniła mnie nawet instruktorką tej metody).

Davidowi Hawkinsowi, Loiuse Hay, Mattowi Kahnowi, Adamusowi Saint Germain, Ramtcie, Anthony’emu De Mello, Vadimowi Zelandowi, Osho, Jonette Crowley, Viannie Stibal,  Nealowi Donaldowi Walsch, Miguelowi Ruiz, Gary’emu Renard – za inspirujące nauki, książki i filmy. To dzięki Wam dowiedziałam się, jak daleko mogą zajść zmiany i jak rewelacyjnie można się po nich czuć.

Jestem wdzięczna jeszcze kilku osobom, które może nie są powszechnie znane, ale prywatne rozmowy z nimi były najcenniejszymi lekcjami w moim życiu. Oni to wiedzą.

Jestem wdzięczna mojemu Życiu za lekcje, mojej Duszy za prowadzenie i za to, że nigdy we mnie nie zwątpiła. Moim Aniołom, które pomagały mi, jak mogły i zawsze wracały. Istotom z innego świata, które zaglądały tu do mnie i przynosiły niematerialne dary – klejnoty możliwości i umiejętności. Wierzę, że one wszystkie istnieją.

I nade wszystko – Stwórcy Wszystkiego Co Istnieje.

To On jest motorem wszystkich metod.

To On tak naprawdę prowadzi sesje, uczy, podpowiada i transformuje.

To On uzdrawia ciało, duszę i myśli.

I nie zaszkodzi naszym sesjom to, że myślisz, że On Cię nie lubi albo że nie masz z Nim kontaktu.

Wystarczy, że ja ten kontakt mam.

I że jest na to metoda.

Moje certyfikaty możesz zobaczeć TUTAJ>>

chmurka_4 (1)
Call Now Button